Zbudziłam się rano w domu z zaschniętą krwią na szyi. Szybko poszłam do łazienki i ją zmyłam. zostały już tylko dwie czerwone kropki.
Dotknęłam ich i syknęłam, strasznie bolało.
- Jessica! Pakuj się jedziemy do New York'u! - krzyknął tata.
- Że co?! - Zdziwiona szybko obwiązałam sobie szyję czerwoną kokardą i wyszłam do taty.- Jak to? Dlaczego i gdzie lecimy? - zapytałam dalej zaskoczona nagłą wiadomością od taty.
- No są ferie, wczoraj się zaczęły...!-poinformował mnie tata i pobiegł do pokoju.Kompletnie zapomniałam, że doszłam do tej szkoły w drugim semestrze. Spojrzałam na zegarek i dopiero uświadomiłam sobie, że jest godzina 4:47. Poszłam do pokoju i usiadłam na łóżku próbując sobie coś z wczoraj przypomnieć. Nic nie pamiętałam... To znaczy pamiętałam, ale wszystko co próbowałam sobie przypomnieć... Widziałam to wszystko ale przez taką jakby mgłę. Wstałam i wyciągnęłam z szafy na przedpokoju moją ulubioną czarną walizkę w czerwone obwódki róży. Wróciłam do pokoju i spakowałam wszystkie ciuchy które cudem się w niej zmieściły, chociaż żeby ją zamknąć, musiałam na niej usiąść. Potem wzięłam moją Białą torbę z czarnymi dodatkami i spakowałam do niej wszystkie przydatne kobiecie rzeczy, właśnie na taką wyprawę. Zaliczały się do tego kosmetyki, perfumy, biżuteria oraz inne pewne drobiazgi. Wzięłam moją czarną torebkę z łańcuchem i spakowałam do niej mój zapasowy błyszczyk, tusz do rzęs, MP3, aparat, pudełko Apap'u i dwie paczuszki gum do żucia, telefon, ładowarkę, słuchawki, baterie, portfel, perfumy (Euphoria - Calvin Klein), szczotkę do włosów i klucze do domu.
- To chyba wszystko... - byłam świadoma tego, że przydać może mi się jeszcze wiele rzeczy takich jak parasolka czy długopisy i ołówki, ale te rzeczy wolałam dopakować do białej torby, która ledwo co się zamykała. rzecz jasna z mojej czarnej torebki na ramię nie wyjęłam 6 rzeczy które noszę zawsze: pendrive, chusteczki higieniczne, scyzoryk szwajcarski, dokumenty, lusterko, cukierki miętowe.
- Jestem gotowa! - krzyknęłam do taty, a on wziął swoje walizki i wyszedł już z nimi na dwór.
- Weź swoje walizki i chodź...! - spróbowałam podnieść jedną, największą walizkę która, jak sądziłam, miała być ciężka. Jak się później okazało, wcale taka nie była więc wzięłam drugą białą i wyszłam. Czarną torebkę miałam już na ramieniu więc nic już nie musiałam robić, tylko czekać na taksówkę. Kiedy przyjechała, spakowaliśmy torby do bagażnika i pojechaliśmy na lotnisko.
Po dwóch godzinach byliśmy już na miejscu. Szybko weszliśmy do samolotu bez żadnych niedogodności i usiedliśmy na swoich miejscach. Okazało się, że będę siedziała obok moich dawnych przyjaciółek, których bardzo dawno nie widziałam.
- Cześć Jess - od razu mnie poznały.
- Siemka, kopę lat! Trina dalej w roli pieska? - zapytałam się Valentiny, a ta kiwnęła głową.
Jakiś chłopak siedzący z tyłu, kopnął siedzenie Triny.
- Ty mały wredny gnomie!-obróciła się do chłopca-Przestań natychmiast!
-Wyglądasz jak wiedźma!
- Ale nią nie jestem, a szkoda bo bym wzięła miotłę i cię nią...!
-Trina, siad!- powiedziała Valentina, Tri usiadła, a obok mnie przeszedł wysoki chłopak, za nim szła dziewczyna. Wyglądała jak ta która mnie ugryzła, ale była ubrana w śliczną czarną sukienkę, a włosy były uczesane i zakręcone. Ślicznie opadały na jej ramiona. Poznałam ją po oczach. Kiedy ukradkiem się na mnie spojrzała, jej czerwone oczy zabłysły delikatnym, ale wściekłym światełkiem. Usiedli przed nami. W samolocie było po trzy miejsca w każdym rzędzie i strasznie mnie ciekawiła kto z nimi usiądzie. Usłyszałam ich rozmowę. Chłopak miał niski, lekko zachrypnięty głos, a dziewczyna wyglądająca na 9 lat brzmiała na dorosłą kobietę.
- Która to? - zapytał chłopak, a dziewczyna spuściła głowę i powiedziała.
- Ta siedząca z brzegu... Nie mogłam się powstrzymać, jej krew była taka kusząca, a jej oczy błyszczały tak pięknie w świetle księżyca, że miałam ochotę jej je wydłubać... i-i ja n-naprawdę-ę -jąkała się.
- Dobra! Tego już nie cofniemy, ale nie wiemy jak zareaguje na to co jej powiemy... Widać, że ma kokardę na szyi i raczej nikomu tego nie powiedziała, zachowuje się jakby nigdy nic się nie stało. Ciekawe co zrobi kiedy dowie się co jej będzie...? -zapytał jakby siebie i dokończył- Jeśli się wystraszy będziemy musieli ja zabić, a szkoda stracić taki smaczny kąsek.
Wystraszyłam się lekko i pomyślałam, że jeśli podsłucham jeszcze coś to dowiem się czy rozmawiają na pewno o mnie.
- Czyli ją ugryzłaś? - to dało mi już podpowiedź, że rozmawiali o mnie. Byłam jedyną osobą nosząca kokardę na szyi, byłam ugryziona i siedziałam z brzegu w rzędzie A w pierwszej klasie razem z tymi... Ludźmi ich raczej nie nazwę...
Pomyślałam, że krótki sen może mi dobrze zrobić, więc... zasnęłam...
C.D.N.
***********************************
I co dalej?
Sama nie wiem co wymyślę ^^ Czytajcie, a się dowiecie!
Jess...
wtorek, 27 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
2. Po prostu ze mną zostań... - zemsta. cz.: I
”Mądry człowiek nie obraża się, tylko od razu planuje zemstę..."
Zbudziły mnie odgłosy wiertarki. Wstałam i poszłam do pokoju taty zobaczyć co robi. Kiedy weszłam zobaczyłam tatę montującego półkę.
- Nie lepiej użyć taśmy dwustronnej Tesa? W reklamie wygląda objecująco - powiedziałam, a on wziął gwoździe i odpowiedział stanowczo:
- Wolę tradycyjne sposoby. - poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Miskę po śniadaniu włożyłam do zlewu i skierowałam się do pokoju, ogarnęłam się i poszłam do szkoły.
Kiedy byłam przy wejściu do klasy od Biologi zatrzymał mnie jakiś chłopak.
- Cześć, słyszałem, że od niedawna zaczęłaś chodzić do tej szkoły i możesz nie bardzo wiedzieć co gdzie jest, więc... Pomyślałem, że cię oprowadzę - zanim zdążyłam odpowiedzieć chłopakowi i się choćby na niego spojrzeć, ten pociągną mnie za rękę i ruszyliśmy najpierw na dwór.
- To miejsce różnie nazywamy, bo tam po lewej jest boisko, a po prawej jest miejsce żeby usiąść i zjeść, porozmawiać... Na wprost są ławki, jeśli komuś nie chce się siedzieć na trawie bądź nie ma miejsca... Chodź dalej - pociągną mnie dalej, a ja spojrzałam na jego twarz, on odwzajemnił spojrzenie, jednak na bardzo krótko. Zauważyłam, że się uśmiecha, jego źrenice robią się większe, a na jego policzki wypływa delikatny rumieniec. Wygląda tak uroczo - pomyślałam. Miał długie blond włosy. Oddzielone na: kitkę na "wysokiej" gumce, włosy opadające na ramiona i grzywkę. Był wysoki i umięśniony, a do tego miał taki... ciepły głos. Kiedy coś mówił po moich plecach przechodziły cudowne, przyjemne dreszcze.
- Gdzie teraz idziemy? - zapytałam, a on wyszczeżył się do mnie i odpowiedział, dalej się rumieniąc:
- Do stołówki, ulubionego miejsca uczniów - kiedy doszliśmy na miejsce nawet nie dziwiło mnie, że jest to ulubione miejsce uczniów. Były aż trzy piętra, z czego dwa pierwsze były w budynku, a trzecie na dachu. Było tu czysto i panowała smakowita atmosfera zwłaszcza, że po stołówce roznosiło się wiele zapachów.
- Wiesz co? Nie wiedziałam, że w tej szkole jest stołówka - uśmiechnął się do mnie i zaproponował żebyśmy coś zjedli, jednak ja grzecznie odmówiłam. Ruszyłam już sama w stronę mojej klasy i niedługo po moim wejściu, rozległ się dzwonek na lekcję... Pan Sotseruyo, nauczyciel z japonii, uczy nas biologii. Lekcje z nim, są fajne. Drugą lekcją był W-F. Pani jest wymagająca i dobrze, przynajmniej mam pewność, że po wakacjach będę wiedziała, że na pewno to spalę. Lekcje trzecia i czwarta (Historia i J. ang.) minęły równie szybko co w-f. Jeszcze jedna lekcja i koniec, na moje nieszczęście była to lekcja wychowawcza. Jak wszystkim wiadomo naszym wychowawcą był Pan Uchiha Madara. Przerwa pomiędzy skończonym J. ang. a lekcją wychowawczą trwała pięć minut i tortury związane z czytaniem regulaminu i tłumaczeniem każdej zasady z kolei miały się zacząć, jednak uratowało nas ogłoszenie ogłoszone przez dyrektora szkoły.
- Uwaga, klasa I B z grupy ogólnej ma odwołaną ostatnią lekcje, z przyczyn nie wyjaśnionych.
Wróciłam do domu położyłam się na łóżku i słuchałam muzyki, aż nie zasnęłam. Kiedy się obudziłam była godzina druga w nocy. Usłyszałam czyjeś kroki i skrzypienie otwieranych drzwi. Dobrze, że nie naoliwiłam nawiasów... Ciekawe kto to? - pomyślałam. Widziałam niską osóbkę, miała czarne włosy i długą (bo do kostek) białą, poszarpaną na końcówkach, koszulkę.
- Co robisz? - zapytałam, a ona odwróciła głowę w moją strone, jednak nie odwracając ciała. Wyglądało obrzydliwie. Wystawiła swój długi, wężowy język i najzwyczajniej w świecie, syknęła na mnie. Nie wiem jak, ale w niewyobrażalnym tępie - od tak - znalazła się przy mnie i ugryzła mnie w szyję. Poczułam jak po mojej szyi spływa ciecz i wiedziałam, że to moja krew. Odpłynęłam przerażona i nie wiedziałam co dalej się stało i stanie...
C.D.N.
**********************************
i co myślicie?
Ta dziewczyna kojarzy mi się z Krwawą Merry ^^
Saphi niedługo dojdziesz do opo. ;P
Jess.
Zbudziły mnie odgłosy wiertarki. Wstałam i poszłam do pokoju taty zobaczyć co robi. Kiedy weszłam zobaczyłam tatę montującego półkę.
- Nie lepiej użyć taśmy dwustronnej Tesa? W reklamie wygląda objecująco - powiedziałam, a on wziął gwoździe i odpowiedział stanowczo:
- Wolę tradycyjne sposoby. - poszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Miskę po śniadaniu włożyłam do zlewu i skierowałam się do pokoju, ogarnęłam się i poszłam do szkoły.
Kiedy byłam przy wejściu do klasy od Biologi zatrzymał mnie jakiś chłopak.
- Cześć, słyszałem, że od niedawna zaczęłaś chodzić do tej szkoły i możesz nie bardzo wiedzieć co gdzie jest, więc... Pomyślałem, że cię oprowadzę - zanim zdążyłam odpowiedzieć chłopakowi i się choćby na niego spojrzeć, ten pociągną mnie za rękę i ruszyliśmy najpierw na dwór.
- To miejsce różnie nazywamy, bo tam po lewej jest boisko, a po prawej jest miejsce żeby usiąść i zjeść, porozmawiać... Na wprost są ławki, jeśli komuś nie chce się siedzieć na trawie bądź nie ma miejsca... Chodź dalej - pociągną mnie dalej, a ja spojrzałam na jego twarz, on odwzajemnił spojrzenie, jednak na bardzo krótko. Zauważyłam, że się uśmiecha, jego źrenice robią się większe, a na jego policzki wypływa delikatny rumieniec. Wygląda tak uroczo - pomyślałam. Miał długie blond włosy. Oddzielone na: kitkę na "wysokiej" gumce, włosy opadające na ramiona i grzywkę. Był wysoki i umięśniony, a do tego miał taki... ciepły głos. Kiedy coś mówił po moich plecach przechodziły cudowne, przyjemne dreszcze.
- Gdzie teraz idziemy? - zapytałam, a on wyszczeżył się do mnie i odpowiedział, dalej się rumieniąc:
- Do stołówki, ulubionego miejsca uczniów - kiedy doszliśmy na miejsce nawet nie dziwiło mnie, że jest to ulubione miejsce uczniów. Były aż trzy piętra, z czego dwa pierwsze były w budynku, a trzecie na dachu. Było tu czysto i panowała smakowita atmosfera zwłaszcza, że po stołówce roznosiło się wiele zapachów.
- Wiesz co? Nie wiedziałam, że w tej szkole jest stołówka - uśmiechnął się do mnie i zaproponował żebyśmy coś zjedli, jednak ja grzecznie odmówiłam. Ruszyłam już sama w stronę mojej klasy i niedługo po moim wejściu, rozległ się dzwonek na lekcję... Pan Sotseruyo, nauczyciel z japonii, uczy nas biologii. Lekcje z nim, są fajne. Drugą lekcją był W-F. Pani jest wymagająca i dobrze, przynajmniej mam pewność, że po wakacjach będę wiedziała, że na pewno to spalę. Lekcje trzecia i czwarta (Historia i J. ang.) minęły równie szybko co w-f. Jeszcze jedna lekcja i koniec, na moje nieszczęście była to lekcja wychowawcza. Jak wszystkim wiadomo naszym wychowawcą był Pan Uchiha Madara. Przerwa pomiędzy skończonym J. ang. a lekcją wychowawczą trwała pięć minut i tortury związane z czytaniem regulaminu i tłumaczeniem każdej zasady z kolei miały się zacząć, jednak uratowało nas ogłoszenie ogłoszone przez dyrektora szkoły.
- Uwaga, klasa I B z grupy ogólnej ma odwołaną ostatnią lekcje, z przyczyn nie wyjaśnionych.
Wróciłam do domu położyłam się na łóżku i słuchałam muzyki, aż nie zasnęłam. Kiedy się obudziłam była godzina druga w nocy. Usłyszałam czyjeś kroki i skrzypienie otwieranych drzwi. Dobrze, że nie naoliwiłam nawiasów... Ciekawe kto to? - pomyślałam. Widziałam niską osóbkę, miała czarne włosy i długą (bo do kostek) białą, poszarpaną na końcówkach, koszulkę.
- Co robisz? - zapytałam, a ona odwróciła głowę w moją strone, jednak nie odwracając ciała. Wyglądało obrzydliwie. Wystawiła swój długi, wężowy język i najzwyczajniej w świecie, syknęła na mnie. Nie wiem jak, ale w niewyobrażalnym tępie - od tak - znalazła się przy mnie i ugryzła mnie w szyję. Poczułam jak po mojej szyi spływa ciecz i wiedziałam, że to moja krew. Odpłynęłam przerażona i nie wiedziałam co dalej się stało i stanie...
C.D.N.
**********************************
i co myślicie?
Ta dziewczyna kojarzy mi się z Krwawą Merry ^^
Saphi niedługo dojdziesz do opo. ;P
Jess.
Subskrybuj:
Posty (Atom)